• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

niebla

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
29 30 01 02 03 04 05
06 07 08 09 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 01 02

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Archiwum

  • Lipiec 2011
  • Czerwiec 2011
  • Maj 2011
  • Kwiecień 2011
  • Marzec 2011
  • Luty 2011
  • Styczeń 2011
  • Grudzień 2010
  • Listopad 2010
  • Październik 2010
  • Wrzesień 2010
  • Sierpień 2010
  • Lipiec 2010
  • Czerwiec 2010
  • Maj 2010
  • Kwiecień 2010
  • Marzec 2010
  • Luty 2010
  • Styczeń 2010
  • Grudzień 2009
  • Listopad 2009
  • Październik 2009

Najnowsze wpisy, strona 5


< 1 2 ... 4 5 6 7 8 ... 12 13 >

przeciętność

weekend spędziłam w większośći na festiwalu górskim... oglądając filmy, słuchając prelekcji najwybitniejszych polskich wspinaczy skalnych i alpinistów...i tak sobie pomyślałam, że jestem cholernie przeciętna... Ci ludzie robią coś wielkiego, coś czym mogą się pochwalić, coś co daje im wielką satysfakcję....

a moja przeciętność jest w każdym aspekcie przeciętna... w pracy jestem przeciętnym pracownikiem, nigdy nie błyszczałam ani zbytnim zapałem do pracy, ani tym bardziej wiedzą, która jest niezbędna w moim  zawodzie, umiejętności wszystkie na poziomie przeciętnym: poczynając od angielskiego na uprawianiu sportów kończąc, dusza towarzystwa: też przeciętna... ani ze mnie cicha myszka, ani wodzirej... wygląd też jak najbardziej przeciętny...

taka totalna przeciętność, z której nijak nie ma się jak wybić...bo ani ze mnie bardzo zdolne dziecko pod względem intelektualnym, ani wysportowane tak, żeby było się czym pochwalić, ani ładne...

jak to się zwykło mówić: "nic nadzwyczajnego"

05 grudnia 2010   Komentarze (4)

winter

spoglądając za okno widzę przypruszone śniegiem konary drzew... jednak zima w końcu przyszła...choć tak dobrze było mi bez niej, w te ciepłe jesienne wieczory... pomyślałam, że czas znów wrócić do mojego zimowego szablonu... niestety zdjęcie gdzieś zniknęło, a drugiego takiego samego nie znalałam już w sieci... więc jest inne, choć wciąż  z tej samej alpejskiej miejscowości...

długo nie pisałam... praca zżera mój czas i moje zdrowie... teraz jeszcze dołączyły "kobiece" problemy... a wizyta u lekarza umówiona dopiero za 2 tygodnie, o ile będę mogła sie urwać z pracy, żeby tam pojechać...mam tylko nadzieję, że to nie będzie nic groźnego... mój organizm zdecydowanie krzyczy już NIE...

brakuje mi Kogoś bliskiego... takiego Kogoś kogo nie zastąpią znajomi, nie zastąpi rodzina... Kogoś kto mógłby się mną zaopiekować i wesprzeć w gorsze dni... ostatnie tygodnie dały mi się nieźle w kość, nerwica połączona z czymś w rodzaju depresji i jeszcze ciągły stres w pracy i przemęczenie, sprawiają, że wracając na weekend do domu, zwijam się w kłębek na łóżku próbując ochronić się przed tym światem... ale nie pomaga...najgorsze jest to, że stres i całe napięcie rozładowuję na innych, Bogu ducha winnych ludziach... ehhh....:/

będąc kilkanaście dni temu w Częstochowie w pracy wybrałam się na Jasną Górę...całkowicie przez przypadek pojawiła się okazja, żeby wyspowiadać się i porozmawiać w cztery oczy z Paulinem... czyli to czego bym potrzebowała...i co??? i spanikowała niebla w ostatniej chwili...i nie poszła do niego.... egrh... do dzisiaj sobie wyrzucam, że trzeba było się przełamać, że może taka rozmowa by choć trochę pomogła... a tu ładnie mówiąc dupa blada... gratuluję niebla...jak tak dalej będziesz panikować przed wszystkimi stawianymi sobie celami, to nic w życiu nie osiągniesz....

ostatnie i następne tygodnie spędzam w stolicy...i wciąż przekonuję się, że Kraków i Warszawa to dwa odrębne światy... niby ludzie z Warszawskiego biura mojej korporacji mili i uprzejmi...ale jakoś nie mogę odnaleźć się w takim towarzystwie i rozmowach o tym, gdzie ostatnio byłam na zakupach, czy nie kupiłam żakietu za 500 złotych, a gdzie chadzam jeść, i czy na luch dzisia będzie mi odpowiadać zupa tajska, czy może coś tam w sosie z czerwonego wina etc.... kurcze, w Krakowie w wolnym czasie idę po prostu do knajpy na piwo, albo do kawiarni na grzańca, nie kupuję ciuchów za 500 złotych, jeśli już wydaję tyle pieniędzy to na sprzęt albo odzież górską, a najchętniej to spędzam wolny czas jeżdząc w góry i dolinki, a nie chadzając po sklepach/butikach i wymyślnych restaruacjach... nie, jednak coraz bardziej przekonuję się, że Warszawa nie dla mnie...

za kilka tygodni okaże się czy będę przeprowadzać się do Wrocka...im bliżej tej decyzji, tym bardziej czuję jak kocham Kraków....

28 listopada 2010   Komentarze (4)

ludzkie historie

wieczorem przechadzając się po cmenatrzu. czując ciepło i widząc światłość zapalonych zniczt zatrzymywałam się nad niektórymi nagrobkami, wyczytywałam imię nazwisko, liczyłam wiek w jakim zmarli, oglądałam zdjęcia nagrobkowe jeśli były i zastanawiałam się nad historiami tych wszystkich ludzi...kim byli, co mogli robić, dlaczego odeszli, czy ilośc zapalonych zniczy świadczyła i dobroci danej osoby, czy może tylko o dużej rodzinie...i kim byli Ci, na których nagrobkach stał jeden jedyny znicz zapalony prawodopodobnie przez przypadkowego przechodnia, który ulitował się nad pustym grobem... czy ich rodziny, znajomi wyjechali za granicę i nie mogli przyjechać? czy może zapomnieli?

i znów myśli o tym, że żyjemy dla innych... że z bogactwa zarobionego na ziemi nie zabierzemy ze sobą nic... że zdecydowanie za dużo pracuję, a za mało czasu poświęcam innym... że najlepszą nagrodą jaką będę mogła po śmierci otrzymać to pamięć innych...

czy boję się śmierci? szczerze powiem, że nie wiem... ufam Bogu i wierzę, że tam po drugiej stronie istnieje niebo... bo jak pisał o. Krzysztof "To nam należy współczuć, a nie tym, co odeszli. Bo Oni żyją, to my umieramy"...
polecam cały wpis o. Krzysztofa do przeczytania....tutaj

 

01 listopada 2010   Komentarze (5)

Bez tytułu

powrót z Rzymu chyba w pierwszej kolejności wywołał u mnie szok termiczny... tam na południu temperatura sięgała 23-25 stopni, podczas gdy tutaj w Krakowie zaledwie 8... heh... śmieszne to było uczucie gdy po przylocie do domu myślałam o tym, że jeszcze 3 godziny temu siedziałam pod palmą i umierałam w upałów...

nie żebym reklamowała jakąś firmę, nie mniej jednak dostatecznie wcześnie kupione bilety w ryanairze potrafią być naprawdę tanie i wtedy 4 dniowa podróż do Rzymu zamyka się w kilkuset złotych.... więc jak to zachęcają nie raz w telewizji naprawdę warto! A teraz już zapraszam na spacer rzymskimi drogami :)

 

wieczorne uliczki starego miasta... wąskie, pełne wystawionych na zewnątrz stolików, przy których ludzie sączą wino lub kawę....

 

widok z nad Tybru... trochę portugalskie klimaty mi się przypomniały....

 

a to już Watykan...

i... Papież...no bo jak to przecież być w Rzymie i Papieża nie widzieć ;p

 

widok z kopuły bazyliki Św. Piotra - jeśli będziecie i nie macie klaustrofobii, to polecam wejście po wąskich i krętych schodkach...dziwne klaustrofobiczne uczucie, ale za to widok przedni!

a to sztandarowy widoczek z Rzymu :]

i w dzień... w środku... szczerze powiem, że akurat w środku nie ma nic ciekawego... ale że bilet jest łączony z wejściem do Forum Romanum to warto się pokusić i wejść też do koloseum

a to wspaniałe krużganki w katedrze Św. Jana na Lateranie

i słynna fontanna di Trevi... ładna chociaż tłumy przy niej takie, że ciężko przy tym zgiełku i przepychankach cokolwiek kontemplować

17 października 2010   Komentarze (4)

life is to short

z racji tego, że poprzednie L4 spędziłam w większości w pracy moja choroba zamiast się odczepić ode mnie, przylgnęła jeszcze bardziej...i tym sposobem znów jestem na zwolnieniu, chociaż tym razem staram się już naprawdę leżeć w łóżku...no przynajmniej dzisiaj się starałam, bo jutro to już wiem, że nie wyjdzie bo mam inne plany :) no więc jedna z moich dziewuch mieszkaniowych wzięła sobie dzisiaj urlop na żądanie i spędziła prawie cały dzień w domu przed kompem...i tym sposobem zainspirowała mnie do napisania notki.... bo zapytałam dlaczego siedzi w taką ładną pogodę w czterech ścianach kiedy za oknem słońce w pełni, jesień ukazuje najlepsze swoje oblicze w postaci kolorowych liści, a ona na to, że nie ma gdzie iść.... no ludzie... co jak co, ale w Krakowie blisko mojego mieszkania parków nie brakuje, na kopiec kościuszki też nie jest daleko, a tam zawsze jesień wyglądała najładniej, nad Wisłę można iść... ja jakbym była zdrowa to przynajmniej kilka godzin spędziłabym włócząc się wśród zieleni i łapiąc promienie słońa... szczerze dziwię się czasem ludziom, że nie wykorzystują takich ładnych dni... życie jest zbyt krótkie, żeby zmarnować je na siedzenie w domu przed telewizorem czy na facebooku!!! jest tyle innych ciekawszych rzeczy do zrobienia, a i Kraków jako duże miasto daje wiele możliwości...

mnie ostatnio nie opuszcza myśl o wolontariacie. myślę, że jak udałoby mi się zmienić pracę na taką 8 godzinną bez wyjazdów to chciałabym poświęcić choć kilka godzin tygodniowo dzieciom... tak , żeby dać coś z siebie innym...bo to podobno najwięcej radości przynosi dawanie innym;)

a w weekend lecę do na południe...tam gdzie jeszcze temperatura wciąż jest powyżej 20 kreski... tylko kilka dni, ale za to w pięknym mieście i w pięknym kraju :) jak już wspomniałam życie jest zbyt krótkie, żeby spędzić je przed komputerem... mam zamiar przeżyć je tak, abym umierając mogła z uśmiechem powiedzieć, że naprawdę je PRZEŻYŁAM a nie tylko przewegetowałam...

06 października 2010   Komentarze (3)
< 1 2 ... 4 5 6 7 8 ... 12 13 >
Niebla | Blogi